Z miejsca
chciałbym podziękować Nanie za komentarz pod poprzednim postem. Jej słowa
natchnęły mnie do poruszenia pewnej kwestii. Oczywiście będą to filozoficzne
rozważania poparte jakąś tam wiedzą. Wszyscy wokół, mam na myśli „artystów”,
czyli pisarzy, malarzy, poetów itd. wciąż gawędzą o wenie, natchnieniu,
swoistym palcu Bożym, który dotyka cię (ciekawe gdzie…) i czyni cuda.
Cuda ujęte w
przenośni rzecz jasna, chociaż dla mnie wszystkie rzeczy, fantazmaty tworzące
się w ludzkim umyśle zakrawają o to górnolotne miano. Ale jak zwykle troszeczkę
odbiegam od tematu. Do rzeczy: budzisz się rano i myślisz sobie, hmmm, dzisiaj
bym coś skrobnął. Wstrzymaj konie,
dopiero masz „chęć”, co oczywiście już jest wspaniałym wynikiem w naszym
leniwym świecie.
Mała dygresja,
to właśnie owa „chęć”, głód pisania, który odczuwasz, gdy nie skreślisz słowa
przez trzy, pięć góra siedem dni. Gdy spędziłeś dzień na głupotach i z żalem
zasypiasz, mentalnie łkając nad niespisanymi słowami to mam dla ciebie dobrą
wiadomość. Może jak weźmiesz się w garść to będą z ciebie pisarze… eee… ludzie.
To właśnie ów narkotyczny głód słowa czyni nas pismokletami. Fanfary poproszę.
Koniec
dygresji, do tematu. Mickiewicz ze Słowackim dzielili się współcześnie legalnymi
i nielegalnymi używkami, King przez trzydzieści lat nie rozstawał się z
butelką, Matejko wąchał opary farby. Chociaż chwała Kingowi, że po wyjściu z
nałogu nadal jest starym wygą. Odstawmy jednak używki, które w jakiś sposób
przenoszą nas w lepszy, mistyczny świat. Jak to mówią Internety: „a komu to
potrzebne”. To znaczy używki, nie mistyczny świat, on jest potrzebny!
Mogę się
pochwalić, że miałem naprawdę dobrych nauczycieli od polskiego (do czasów
liceum, ale to przemilczmy… tak miałem bodajże tróję na świadectwie). W podstawówce
miałem taką sytuację: coś rozmawialiśmy, powiedziałem „napiszę, jak będę miał
wenę”, w odpowiedzi usłyszałem „wenę można znaleźć wszędzie, wystarczy, że
pójdziesz na spacer”. Zawsze mnie to intrygowało i muszę przyznać kryjącą się
za tym prawdę. Istnieją miejsca i sytuacje, sprawiające, że zapadki w głowie
zaskakują na właściwe miejsca i mamy gotową historię.
W domu
istnieje szczególne miejsce, gdzie dar bogów obdarza wiernego dobrym pomysłem.
Tak, moi drodzy, jest to łazienka/toaleta. Nie mam pojęcia jak to działa, może
kojący dźwięk płynącej wody, uczucie ulgi, katharsis po ciężkim dniu? Cholera
wie. A może to współczesny odpowiednik naszej prymitywnej natury. Wiecie,
medytacja nad wodospadem, rytualne obmywanie się w wodzie. Temat do zgłębienia innym
razem.
Pisarze
rzemieślnicy. W tym aspekcie sądzę, że potrzebują tylko iskry. Resztę zapewnią
im umiejętności, warsztat oraz sumienna praca. Sądzę, że oni w jednym momencie
potrzebują weny, resztę załatwi wspomniana „chęć” i zwykła upartość w dążeniu
do celu. Gdy pojawi się skra wystarczy zadać sobie dwa podstawowe pytań:
Dlaczego i Jak? Wtedy do żaru, który się pojawił można dobudować cały piec
(metaforyka rządzi!).
Na koniec
zostawiłem moją przypadłość. Trans. Albo wczesny Alzheimer, jak kto woli. Przez
pierwszą godzinę zastanawiam się nad tym co piszę, kombinuję, wymyślam motywy,
żarty itp. I znikam. A raczej czyni to moja świadomość. Pod wpływem muzyki,
miejsca lub wymyślanej historii znikam na kilka godzin. Budzę się, jestem
głodny, zmęczony psychicznie i fizycznie, a co najgorsze – nie pamiętam
napisanego tekstu. Pozostaje jedynie zrobić korektę, żeby nie wyjść na idiotę,
który nie pamięta włąsnych gagów…
Ehhh, nie mam
za dużo miejsca, więc wyszła z tego taka tematyczna skakanka. Jeśli chcecie bym
dogłębnie omówił jakiś wątek, to piszcie. Ogólnie piszcie, przeważnie
odpowiadam na każdy komentarz, a nuż poruszycie we mnie strunę odpowiedzialną
za wenę i to wam będę dziękował we wstępie. A tymczasem życzę miłego poranka,
dnia, popołudnia, wieczoru lub nocy, w zależności kiedy to czytacie.
Niecodzienne
merytoryczny Azamer
Siema, kiedyś komentowałam... ale jakoś tak wyszło że dawno nie czytałam i nie komentowałam. Mogę ci zasugerować jedynie, że bardziej ciągnie mnie do stricte technicznych - uniwersalnych spraw pisania, a niekoniecznie sprawy fantasy... . Przy takich uniwersalnych będziesz miał wierną czytelniczkę,
OdpowiedzUsuńbo "upadłe anioły", które będę czytać niżej to będzie tylko z ciekawości.. Raczej nie pojawią się w moim dziele, skoro lubię tematykę obyczajową z nutką amatorskich spraw detektywistycznych... bardzo amatorskich.
Ale koniec offtopu. Tego, że wena to urojenie nauczyłam się w liceum kiedy prowadziłam gazetkę szkolną. Potrzebny artykuł "na wczoraj" no nie zasłonię się "weną". Nauczyłam się, że jeśli posiedzę 5-10 min nad tematem, czasem zrobię notatki to jestem w stanie usiąść do komputera, kolejne powiedzmy 15 min pisałam artykuł na... 300-500 słów, 2-3 min sprawdzania czy się klei i gotowe. Dlatego zawsze byłam zUą panią redaktor, bo miałam swoje zdanie, ze nie trzeba mieć natchnienia do pisania. Ciągnąc dalej: to nie jest tylko do tekstów... "użytkowo-publicystycznych", ale podobnie piszę swoje "dzieła". Czytam pół strony wcześniejszych, zaczynam zastanawiać się nad kolejną sceną... Coś mi się krystalizuje. Oczywiście są dni, że słowa lecą jak z CKM, a czasem... no jakoś moje "wizje" są tak zamazane, że nie wiem za bardzo, co chcę od życia. Wtedy od nowa... myślenie albo piszę coś innego. Sprawdza się.
A co do nielegalnego wspierania swojej twórczości. To trochę bujda. Ludzie są dobrzy, bo maja dobry warsztat, są oczytani, a nie, że uplastycznili się jakimiś środkami. Czasami to krzywdzące... Zawsze wtedy przypomina mi się dziwak Witkacy, którego "statystyczny Kowalski" zna z tego, że "na haju" pisał jakieś durnoty. Fakt... mózg miał trochę przeżarty petersburską... nie pamiętam... kokainą chyba, ale nie wolno tego tak oceniać. Ten człowiek potrafił tak gimnastykować się ze słowami, że "Szewców" czytałam z szokiem, obrzydzeniem i ponad wszystko zachwytem. To było dzieło człowieka oczytanego, zdolnego do kompletnej dewastacji świata swoich dzieł i łączenia na nowo... mogłabym o tym dużo gadać, ale na tym skończę.
W ogóle mam takie pytanie... Czy tworzysz teksty "dłuższe" czy "krótsze" i jak je planujesz... Czy w ogóle, bo metod jest wiele.
Ja na przykład dziś robiłam plan "sequela" do mojej... "książki" i np ja wypisuję wątki (słynę z wielu różnych wątków przeplatających się miedzy sobą, ku uciesze mojej muzy, która potem jak dostaje prace w częściach nie zawsze ogarnia kto jest kim), potem zazwyczaj robię tabelę, by każdy wątek był w jednej kolumnie, potem poziomo numery odcinków. I tak sobie dzielę. Ostatnia część to spisanie sobie konspektu co ma być w każdym odcinku i wio. Jutro zerkam do planu i chyba zaczynam pisać.
Pozdrawiam. :)
Hejo hej, oczywiście pamiętam Twój wcześniejszy komentarz i cieszę się, że i tutaj postanowiłaś się wypowiedzieć. Z mojej strony powiem, że postaram się postowo przeplatać między fantasy a technikaliami, żeby nikt nie był pokrzywdzony, bo można powiedzieć, że jakąś tam wiedzę mam. I zdanie na jej temat.
UsuńHm, podsumowuję, że od pisania zależy przede wszystkim klimat - ludzkie samopoczucie, pogoda, chęć. A jak "klimatu" nie ma to i słowa przychodzą z trudem.
W odpowiedzi na Twoje pytanie: tworzę teksty i długie i krótkie. Chociaż ostatnio skupiłem się wyłącznie na opowiadaniach ze względu na ćwiczenia stylistyczne, bowiem mój styl szybko ewoluuje i chciałbym napisać coś dłuższego, gdy będę wiedział, że jako tako jestem na akceptowalnym poziomie. Ogólnie nie planuję fabuły swoich tekstów, sklejam pomysły, wątki, sny, sugestie ludzi. Dużo pomysłów wpada w trakcie słuchania muzyki na koncercie przy dobrym piwie, w trakcie rozmów z ludźmi itp. Poza tym zawsze podziwiałem osoby, które sobie rozrysowują wątki, nie potrafię czegoś takiego. Chyba dlatego moje teksty opierają się wyłącznie na akcji oraz bohaterach, których da się lubić. Tak czy inaczej - powodzenia w pisaniu. /Azamer
No proszę, znowu nieświadomie dałam Ci mentalnego kopniaka? Ej, bo się przyzwyczaję do tych podziękowań xD No to po kolei...
OdpowiedzUsuńNiestety wiem z doświadczenia, że z chęcią różnie to bywa. Raz jej brak, że aż przykro, innym razem jest, ale weny brak, a według mnie na siłę cisnąć nie ma sensu, bo wyjdzie gniot. Za to jak jest wena, jakiś konkretny pomysł do zrealizowania już i na teraz, to najlepsza motywacja i chęć zawsze się wtedy pojawia :)
Co do używek, to wydaje mi się, że, jakby to powiedzieć... No, jesteś pod wplywem, to przestają Cię krępować ograniczenia, odblokowujesz się czy bardziej otwierasz. No, coś takiego (ciężko się lepiej określić po kilku godzinach kucia biologii niestety). Z tym że to "pod wpływem" niekoniecznie musi się odnosić do używek jako takich, równie dobrze można być na haju pod wpływem, powiedzmy, muzyki, pogody, jakiegoś radosnego wydarzenia czy czegoś innego - chyba znów wracam do tzw. stanu podwyższonej świadomości :D
Co do weny - owszem, można i bez niej cis stworzyć. Ale wtedy chyba nie daje to takiej radości. A znaleźć ją można rzeczywiście wszędzie. Ostatnio na blogu umieściłam opowiadanie, na które pomysł zrodził się podczas spaceru z psem. Właściwie zanim wróciłam do domu, miałam już zarys całej historii i wszystko obmyślane, co zresztą jestdziwne, bo przeważnie siadam i samo się pisze bez przemyślenia. W ogóle wena może czaić się wszędzie i nagle wyskoczyć z ukrycia :P
Z łazienką to może być tak - tkwisz w miejscu, musisz czymś zająć umysł (albo on sam chce się czymś zająć), zaczynasz myśleć no i... Oj, różne rzeczy przychodzą do głowy :D
Natomiast trans to całkiem fajna rzecz :D Tak się wyłączyć i zniknąć ze świata za sprawą muzyki, czegoś, co się czyta lub pisze - dobry reset, nawet jak "budzisz się" i nie wiesz ani, gdzie jesteś, ani, co Cię tak wyczerpało xD Z tym że ja przynajmniej w ogólnych zakrętach pamiętam, co napisałam, zwłaszcza te co ciekawsze momenty, szczególnie napawające mnie dumą :P
Pisz dalej, pisz więcej i nie musisz za każdym razem mi dziękować. Ale możesz, to miłe xD
Pozdrawiam i miłego ;)
Mentalny kopniak, raczej nie. Lepszym słowem byłaby inspiracja złapana w trakcie wymiany poglądów.
UsuńHm, nie wiem czy używki otwierają, tworzą szerszą perspektywę patrzenia na świat. Może ją tylko zmieniają? Pokazują inny jej fragment? Naprawdę nie mam pojęcia. Ze swojej strony powiem, że sam nie mogę tworzyć po alkoholu, wszystko co napiszę (nawet gdy wezmę łyka wspomnianego trunku) wydaje mi się, mdłe, dziwne, jakieś takie...
Co do podziękowań - będę chciał to będę dziękował, nie zabronisz mi :)
Pozdrawiam, Azamer :)