niedziela, 19 lutego 2017

#SekretneŻyciePisarza episode 3.

Dzień dobry, drodzy Pisarze!

Dawno nie dodawałam żadnych postów tutaj na blogu, za co przepraszam. Nawał obowiązków i pracy sprawia, że nawet nie mam czasu usiąść na spokojnie przy komputerze i coś napisać. Ale postanowiłam lepiej zorganizować czas i poświęcić go troszkę więcej na prowadzenie tego bloga oraz grupy dyskusyjnej na Facebooku, którą znajdziecie na naszej stronie.

W dzisiejszym odcinku, #SekretnegoŻyciaPisarza, postanowiłam skupić się na trzech, myślę dość istotnych, punktach naszej twórczości. Mianowicie chodzi o :
1. Warsztat pisarski,
2. Zapytanie i propozycja wydawnicza - z czym to się je?
3. Doskonalenie swojej samoorganizacji.

Może zacznę od końca, bo ten problem jest chyba znany każdemu, kto kiedykolwiek próbował cokolwiek swojego stworzyć.Organizowanie sobie przestrzeni do pracy a przede wszystkim czasu jest dla pisarza czymś niezwykle ważnym. Wiele osób zapewne podniesie głos i powie: hej, ale ja mogę pisać gdziekolwiek!
No, dobrze. Skoro tak, to gratulacje. Jednak są osoby, które nie potrafią pracować "byle gdzie" i "byle jak". Dlatego, specjalnie dla Was, będzie ten mały poradnik. Może nie będzie on strikte profesjonalny, aczkolwiek może się przydać.

1. Miejsce pracy - Zwykle, gdy myślimy o miejscu pracy pisarza to jest to jaki, ś kąt w domu, gdzie jest biurko, lampka, komputer, sterta kubków i notatek. Zapewne duża część z Was ma tendencje do rozrzucania wszystkiego wokół, bo wtedy łatwiej jest Wam się skupić. I dobrze, tak właśnie róbcie. Postarajcie się o to, by Wasze miejsce pracy było jak najbardziej Wasze. Wówczas łatwiej Wam będzie się skupić na tworzonej opowieści.
2. Znajdź czas na ćwiczenia kreatywnego pisania -  Może ten punkt wydać się Wam dziwny, ale jeśli poświęcicie dziennie około pół godziny na pisanie czegokolwiek, wówczas Wasz warsztat się poprawia. Zaczynacie zauważać błędy, poprawiacie je i staracie się by finalny tekst był idealny.
3. Nawet jeśli nie masz weny, nie zaburzaj swojego rytmu dnia - Często zdarza się, że pisarz gdy nie ma pomysłu na to, jak pociągnąć dalej przygody swoich bohaterów, po prostu zarzuca swoją pracę i zaczyna robić coś zupełnie innego. A to burzy pewnego rodzaju wypracowany harmonogram, który później ciężko z powrotem odbudować. Rutyna niekoniecznie musi znaczyć zabijanie kreatywności. Ale warto ją mieć, by się bardziej zdyscyplinować w tym, co robimy.

Warsztat pisarski - No i tu znów wracamy do punktu drugiego z naszej listy, czyli do ćwiczeń. Bez tego, niestety nie uda nam się stworzyć nic, co nadawałoby się do publikacji. Można przywołać wiele książek i autorów, którzy nie mają za grosz warsztatu a jednak nadal wydają książki, ale po co. Skupmy się bardziej na tym, co my chcemy dać swoim czytelnikom i czy nasz czytelnik będzie zadowolony z tego, co od nas dostanie.
Oczywiście podstawowym źródłem naszej wiedzy, powinny być książki. Im więcej czytamy, tym lepiej piszemy, jak to twierdzi Stephen King i coś w tym jest. Osoba, która dużo czyta ma znacznie lepszy warsztat od tej, która czyta mało albo wcale. A zdarzają się tacy, co biorą się za pisanie książek a rzadko kiedy je czytają. Dobrze jest też zapisać się na kurs lub samemu ćwiczyć warsztat. Jak to mówią : praktyka czyni mistrza.

No i ostatni punkt, który dzisiaj chciałam poruszyć to tworzenie zapytania i wysyłanie propozycji wydawniczych.
Nie ma złotego środka na to, jak napisać propozycje czy zapytanie do wydawnictwa by to zgodziło się choć rzucić okiem na nasze wypociny. Jeśli jesteśmy początkującymi pisarzami, bez żadnego dorobku czy znajomości, to będzie nam bardzo ciężko cokolwiek wskórać. Aczkolwiek, warto się starać. Trzeba zacząć od tych najwyższych, najlepszych i teoretycznie najbardziej zaufanych wydawców, którzy publikują nasz gatunek. Gdy już znajdziemy takiego wydawcę, trzeba się zapoznać z profilem wydawniczym i preferencjami wydawcy odnośnie tekstu, czyli czy ma być to całość czy fragment, streszczenie czy opis w punktach, jakie formaty interesują wydawców itp, itd. Jeśli wiemy, kto jest redaktorem zajmującym się segregacją tekstów w danym wydawnictwie, warto byłoby się zwrócić w mailu wprost do niego, a nie np. Szanowni Państwo. Choć u większości wydawnictw jest podany tylko ogólny mail, dlatego forma grzecznościowa ogólna to mus.
W swojej propozycji, powinniśmy zamieścić: krótki opis fabuły/streszczenie, można dołączyć powieść w punktach czyli: jaki to gatunek, dla kogo przeznaczony, tytuł roboczy, liczba znaków, przewidywana liczba stron, krótkie zdanie, które "sprzeda" Waszą książkę i kilka słów o autorze. To można od razu zamieścić w mailu, by wydawca wiedział, z kim ma do czynienia. Bo wiadomo, z anonimem nikt nie chce rozmawiać. Zamieszczamy też dane kontaktowe zarówno w tekście ( na końcu lub w prawym górnym rogu) gdzie podajemy imię, nazwisko, adres mailowy i numer telefonu, jak i w treści maila. No i rzecz jasna całość tekstu lub fragment, jeśli wydawca sobie tego życzy.
Jeśli już wszystko mamy, wysyłamy i czekamy.
Niestety, często zdarza się tak, że wydawnictwa nie odpisują, a to jest równorzędne z odrzuceniem propozycji. Niektóre wydawnictwa zachęcają by się do nich odezwać po kilku miesiącach i zapytać, co z naszą książką ale te należą do rzadkości.

Mam nadzieję, że ten mój wywód Wam się do czegoś przyda. Jeśli macie jakieś pytania, sugestie, swoje własne rady, podsyłacie je tutaj, bądź na naszej stronie.

Tymczasem pozdrawiam niedzielnie,

Meg. 

niedziela, 16 października 2016

#SekretneŻyciePisarza : 1. Początek cz.2


            Przychodzi taki moment w życiu każdego z tak zwanych pisarzy amatorów, gdzie przestają być amatorami i stają się profesjonalistami. W pewnym sensie. Jednak, nim tak się stanie, każdy z nas przechodzi pewne etapy w swojej twórczości. I absolutnie każdy z nas boryka się z tym samymi samymi mitami, o których napiszę w tym artykule. Zatem, zacznijmy.

1. "Piszesz powieść? Serio? A co, chcesz być kolejnym Kingiem/Greenem/Tolkienem/ innym znanym pisarzem? Przecież rynek wydawniczy jest przepełniony i i tak nie uda ci się wybić. Lepiej zajmij się czymś pożytecznym, a nie wiecznie klepiesz w tą klawiaturę/ niszczysz papier. "

Nawet jeśli chcę, to co to kogo obchodzi? Moja sprawa, co robię z własnym życiem. Jak mam aspirację do bycia pisarzem, to nim zostanę czy to się komuś podoba czy nie. Nawet jeśli moje prace nie będą bestsellerami, to co z tego? Pisanie sprawia mi satysfakcję i będę to robić. Pisanie = szczęście, więc nie rozumiem, dlaczego mnie do niego zniechęcacie. Nie mam talentu? To, co z tego? Mam warsztat/pomysł/potrafię fajnie opisywać miejsca/postaci/zdarzenia. Mogę pisać, nie zależnie od talentu, choć ten nie wątpliwie pomaga, lecz nie jest najważniejszy.

2. "O, Boże to ma pięćset stron? Przecież nikt nie czyta takich tomiszczy!"

A właśnie, że czytają. Teraz nie jest ważna grubość książki a jej treść i to, w jaki sposób chcemy przyciągnąć naszych czytelników. King jakoś się nie przejmuje tym, że jego książki mają po tysiąc stron. To ja też nie zamierzam.

3. " Pójdziesz do normalniej pracy, to ci się pisania odechce. "

Przepraszam, a co robili wszyscy pisarze, którzy teraz są najlepiej sprzedającymi się autorami? Niektórzy z nich byli bezrobotni, inni byli pracownikami naukowymi, rodzicami, bankowcami, pracowali w korporacjach i nie mieli czasu na "pierdoły" a jednak udało im się znaleźć czas na pisanie.

4. " Ty pewnie nic nie robisz, tylko w książkach ślęczysz. Idź do ludzi/ na zakupy/ do kina. Zrób coś kreatywnego, a nie wiecznie tylko książki, pisanie i książki."

Pisarze, wbrew pozorom, to bardzo rozrywkowi ludzie. Udzielają się na różnego rodzaju ewentach, chodzą na koncerty, konwenty, spotykają się ze swoimi fanami. Także, nie, nie separujemy się od ludzi. Po prostu nie każdy wie, na czy ten zawód polega. Jeśli już się w niego "wgryziemy", że tak to ujmę.

5. " A o czym ty tak właściwie piszesz? Ja bym tak nie potrafił..."

Wystarczy mieć dobry pomysł a historia sama się toczy. Każdy może napisać powieść, jeśli tylko się troszkę postara.

           Gdy już uporamy się z tą "twórczą krytyką", musimy usiąść i zastanowić się, o czym chcemy pisać lub, jak już piszemy, to jaki jest nasz cel? Nie możemy się ograniczać, bo to bezsensu. Nie po to chcemy "tracić nasz cenny czas" by wyszedł z tego jakiś gniot, który potem wyrzucimy do śmietnika. Poza tym, zakładamy że dany tekst ma zostać wydany, prawda? Dlatego skupmy się na tym. Piszmy tak, jakbyśmy mieli w tej chwili pokazać tekst potencjalnemu wydawcy i chcemy go zachwycić. Nie czujmy się skrępowani ani zażenowani, że czujemy się pisarzami. Często właśnie ta fałszywa skromność powoduje, że tracimy szansę na zrobienie czegoś, na czym nam naprawdę zależy.

         Dlatego teraz, weźcie sobie kartkę papieru i napiszcie takie zdanie: " Zamierzam napisać powieść i  ją wydać. Jest to mój cel i zamierzam go zrealizować do końca, bo jest ona tego warta. Mam talent i wiem, że to, co tworzę jest dobre. Nie pozwolę, by ktokolwiek lub cokolwiek stanęło mi na drodze."
Nad tekstem napisz dzisiejszą datę i podpisz się poniżej. Potem umieść kartkę w widocznym miejscu byś codziennie mógł na nią spojrzeć. Poinformuj też wszystkich o tym, że piszesz powieść. Publiczna deklaracja, motywuje do działania.
        I od tej chwili jesteś pisarzem. A gdy Twoja powieść będzie już wydana, będziesz autorem. A to zasadnicza różnica. Pisarzem może być każdy, kto twórczo pisze.
Jeśli to Wam pomoże, możecie podzielić się swoimi deklaracjami na naszej stronie lub w komentarzach poniżej. Na pewno będzie to dla Was pewnego rodzaju impuls do działania.
To jak? Podejmiecie wyzwanie?

Pozdrawiam niedzielnie,

Meg.


wtorek, 4 października 2016

#SekretneŻyciePisarza: #1 : Początek.

Witajcie, drodzy Pisarze.
Długo nie było jakiegokolwiek wpisu na tym blogu, dlatego postanowiłam rozpocząć mini serię wpisów na temat pisania. Brzmi to trochę paradoksalnie, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba ta seria. Wszystko zaczyna się od pierwszego słowa. Dlatego zapraszam Was na ten krótki wpis.

Może zacznę od problemu, który nęka każdego pisarza. A mianowicie, chodzi o początek. Jak zacząć historię, którą chcemy się podzielić z naszymi czytelnikami. Co można by napisać, by przykuć ich uwagę choć na moment?
Kontrowersja. Tak. To brzmi dobrze. Napiszę coś kontrowersyjnego to na pewno zdołam utrzymać zainteresowanie na tak długo, by dotarli choć do drugiego rozdziału.
Opis jakiegoś zdarzenia. Na pewno rozbudzę tym ciekawość moich potencjalnych czytelników. Będą chcieli poznać historię, która doprowadziła do tego konkretnego miejsca i jakie są konsekwencje tego, co się stało.
Poznanie bohaterów, tak. Przedstawienie postaci, w których czytelnicy zakochają się od samego początku. Niech śmieją się i płaczą wraz z nimi. Niech się boją, niech się złoszczą... Tak, to dobry pomysł by utrzymać ich uwagę...

A może tak opowiedzenie historii miejsca, w którym umiejscowiliśmy akcję? Zawsze znajdą się tacy, którzy będą chcieli dokładnie sprawdzić, dlatego bohaterowie wybierają akurat to miejsce a nie inne...
Decyzje, decyzje... Równie ciężkie do podjęcia w świecie literackim, jak i w realnym. Początek zawsze jest najtrudniejszy. Popełniamy wówczas wiele błędów i często zniechęcamy się po kilku zaledwie stronach, dochodząc do wniosku, że to nie ma żadnego sensu.
Zawsze można się pocieszyć tym, że nie jesteśmy z tym wszystkim sami. Bo wiele powieści powstało w ciężkich bólach, dlatego jeśli nasz pomysł jest według nas dobry, to musimy doprowadzić go do końca. Kto wie, może właśnie stworzyliśmy bestseller?
 Tymczasem, mam do Was pytanie na koniec. Jak Wy zwykle zaczynacie swoje prace?
Czekam na Wasz odzew w komentarzach.

Pozdrawiam,
Meg.

wtorek, 12 stycznia 2016

Kompetencje autora kontra kompetencje czytelnika

Kłaniam się w pas. Jak zwykle Azamer myślał, myślał i nic nie wymyślił, więc można powiedzieć, że odniósł porażkę. Nic bardziej mylnego! Napisał tekst, z jakimś tam przekazem (jemu tylko znanym). Okrzyknięto go homofobem i chamem. Dlaczego? Bo starły się tutaj dwie wielkie siły, o których dzisiaj porozmawiamy. Oczywiście powyższy przykład jest wyssany z palca. Jeszcze nikt po moich tekstach nie podniósł wrzawy (choć mógłby).

Zacznijmy od autora. Siedzi sobie biedaczek w zakurzonej bibliotece i przeprowadza badania. Przynajmniej powinien to robić zanim siądzie do pisania. Szpera, szuka, kompiluje. Z rozmysłem modyfikuje pewne elementy, skupia się na konkretnych treściach. Posiada wysokie kompetencje językowe oraz wiedzę na temat podłoża kulturowego. Ponadto zna treści mitologiczne i schematy podróży herosa, na czym opiera swój pomysł.

Statystyczny (nienawidzę tej nauki, bo statystycznie zarabiam trzy tysiące złotych… Gdzie moje pieniądze?) czytelnik bierze do ręki taką książkę i… zamiera. Widzi pełno nawiązań, analogii, metafor. Czuje niepokój, jednak podświadomie potrafi wskazać elementy metaforyczne. Mówimy tutaj o intuicji. Oczywiście im bardziej kompetentny czytelnik tym mniej polega na intuicji. Intuicja w tym wypadku bierze się z ogólnych wiadomości, którymi jesteśmy bombardowani kulturowo (popkulturowo zwłaszcza).

Postawię więc pytanie: czy istnieje zatem odbiorca idealny? Ktoś potrafiący odczytać tekst w stu procentach? W Internetach można przeczytać, że odbiorca idealny to autor przed przelaniem myśli na papier. To chyba najlepsza definicja kogoś, kto tak naprawdę nie istnieje. Choćbyśmy analizowali tekst słowo po słowie, zawsze znajdzie się coś, czego nie jesteśmy w stanie wyjaśnić lub odebrać tak, jakby pragnął tego autor.

Któż zatem ma większe pole do popisu przy interpretacji tekstu? Czytelnik kompetentny czy statystyczny? Zależy wyłącznie od wyobraźni i odczuć. A czy czytelnik statystyczny nie będzie czerpał przyjemności z lektury? Oczywiście, że będzie, jednakże jedynie na poziomie fabularnym. Podświadomie będzie czuł w tym tekście coś więcej, coś, co najpewniej zmusi go do poszukiwań, tym samym zwiększając jego kompetencje. Przecież nikt nie lubi ukrytych drzwi, które podświadomie wyczuwa, prawda?

Wróćmy do autora. Pewnie wielu z was gnębi teraz pytanie (a może tylko pojawiło się wyłącznie w mojej głowie), czy można tworzyć bez szeroko zakrojonych badań. Oczywiście, że tak. Wszelkie metafory i analogie są już w nas. Każdy posiada podłoże kulturowe, w którym się wychował. Z mitów znamy głównie greckie, prace Heraklesa są dla nas inspiracją, każdy je zna i potrafi rozpoznać w tekście. Jak pojawia się w tekście mowa o dwunastu czynnościach, uśmiechamy się pod nosem. Znaleźliśmy klucz. Dodatkowy smaczek.

W końcu książki, poza oczywistą wartością edukacyjną, mają głównie (według mnie) przynosić przyjemność. Ale tu już wkraczamy w sferę indywidualnych oczekiwań odnośnie literatury. Wracamy. Jako pisarze nie możemy uciec od przeczytanych myśli, używanych metafor i nawiązań. Czynimy to podświadomie. Gruntowne badania w tym aspekcie mogą jedynie (i aż) sprawić, że tekst będzie przemyślany i czasami puści oczko w stronę odbiorcy.

Osobiście nie zależy mi na tym, by moje teksty najeżone były metaforami i nawiązaniami. Wiecie, by stały się literaturą, od której czytelnik odbije się niczym bumerang od słonia (porównanie z tyłka). Wolę delikatnie zaznaczyć swą wiedzę, mieszać powszechnie znajome elementy z informacjami, które wyszperałem. I chyba na początek jest to najlepsze wyjście. Tak przynajmniej sądzę. W końcu małymi kroczkami wytrwali wylądują na księgarnianych półkach.


Pozytywnie nastawiony, motywacyjny trener, Azamer

poniedziałek, 30 listopada 2015

" O Pani, czymże jest twe lico bez jasności twego uśmiechu!" czyli słów kilka o wierszopisarstwie.

Witajcie drodzy Pisarze!

Dzisiaj postanowiłam skupić się trochę na temacie, który zdaje się być nieco zapomniany i przytłoczony przez inne gatunki. A mianowicie chodzi o pisanie wierszy. Każdy z nas miał w życiu okres, gdy pragnął być drugim Byronem, Sylvią Plath czy naszym rodzimym Słowackim.
Lecz napisanie wiersza, który mógłby zostać wpisany do kanonu literatury nie jest takie proste. Aczkolwiek każdy z naszych tworów może stać się kiedyś kanonem, jeśli odpowiednio o to zadbamy.
Wiele osób pisze do nas z prośbą o radę czy sugestie do tego, co powinno znaleźć się w wierszu, co powoduje u mnie lekki dyskomfort, ponieważ wiersze, przynajmniej dla mnie, są jedną z najbardziej intymnych i przemawiających do duszy form pisarskich.
Osobiście pisałam wiele wierszy, jak jeszcze chodziłam do szkoły. Ale nigdy nie kierowałam się żadnym kanonem.
Jednak skoro jest takie zapotrzebowanie to postanowiłam skupić się na ogółach.

1. Wiersze są trochę jak plastelina, którą formujemy. Jest wiele form wierszy np. haiku, fraszka, wiersz biały, limeryk, sonet itp. To, jaką formę obierzemy, zależy od tego, co chcemy przekazać.
2. Czytaj dużo poezji! Tak, jak w pisaniu prozy tak i w wierszach, ważne jest by znać gatunek, w którym się pisze. Dlatego łatwiej nam będzie coś stworzyć, jeśli znamy jakichś innych poetów i ich twórczość.
3. Po napisaniu wiersza, przeczytaj go na głos i sprawdź, czy brzmi on dobrze w Twoich uszach.
4. Poszerzaj swoje słownictwo. Staraj się znajdować nowe słowa by opisać rzeczy, które już znasz.
5. Wczuj się w to, co opisujesz. Wiersze to przede wszystkim emocje. To ukazywanie siebie lub sytuacji takimi, jakie w danej chwili są. Nie ograniczaj się. 

Mam nadzieje, że to Wam troszkę pomoże a na koniec mam dla Was coś praktycznego. Dokończ wiersz lub napisz coś podobnego:

" Usiadłem na skraju urwiska, patrząc w dal widzę ciemność.
Widzę siebie, widzę świat, nie widzę przestrzeni...
Uciekam w ciemność, nie żyję?
Żyję! Mocnej! Bardziej!
Konam..."

Najlepsze prace, opublikujemy na naszej stronie!

Do dzieła, Pisarze!

Pozdrawiam,

Meg.

czwartek, 12 listopada 2015

Po drugiej stronie katedry


Jestem. Nie będę prosił o wybaczenie. Po trzech wspólnych latach odeszła ode mnie osoba, którą darzyłem silnym uczuciem. Wypiłem cysternę wódki, rozmawiałem z wieloma osobami, myślałem. Powróciłem, zmartwychwstałem, jestem. To tyle słowem wstępu. Nie chcę pocieszenia. Więc dlaczego to piszę? Chciałbym po prostu żebyście wiedzieli. Żebym nie bym anonimowy.
Dobra kończ waćpan te smutki, bo sam masz tego dość a co dopiero twoi czytelnicy. Jeszcze raz: Witam was moi mili w ten poniedziałkowy (lub obojętnie kiedy to czytacie) poranek! Dzisiaj chciałbym poruszyć kwestię, którą każdy z was, w pewnym etapie swojego życia musiał przetrawić. Tak, będzie o szkole. I wiem! Część z was przyszła właśnie ze szkoły i teraz ma czytać o szkole? Litości! Spokojnie, będzie o dydaktyce.
Na początku gimnazjum dostałem wspaniałego nauczyciela. Człowieka, który zmienił moje rozumienie języka polskiego i literatury na resztę życia. Na pierwsze zajęcia przyniósł magnetofon, puścił Scorpionsów i powiedział: Witajcie na mojej planecie! Zaczęła się prawdziwie szaleńcza jazda. Niestety po pewnym czasie cukrzyca uniemożliwiła mu dalsze prowadzenie zajęć.
Jednakże nauczyłem się od niego wielu rzeczy: przede wszystkim podejścia do rzeczywistości, szacunku do książek oraz tego, że literatura (choćby nudna) wcale nie musi być nudna. Wiem, pewnie powiecie, że w „dzisiejszych czasach” takich nauczycieli ze świecą szukać. Może i macie rację. Ja miałem szczęście.
Poszedłem na studiach na specjalizację edytorską – z zamiarem pracy przy edycji i składzie książki. Ogólnie praca w wydawnictwie. Nie chciałem iść w stronę nauczycielstwa. Nie chciałem uczyć małych szkrabów, niesfornych gimnazjalistów czy schematycznych maturzystów. Nie mam do tego cierpliwości. Nagle promotor wziął mnie z zaskoczenia i mówi: Poprowadzi pan za tydzień zajęcia z literatury popularnej.
Dobra, przygotowałem się, w dodatku byłem trochę podziębiony, ale chciałem by wyszło jak najlepiej. Stres z tym związany był większy niż się spodziewałem. Mówiliśmy o grach, awatarach, typologii świata fantasy. I doskonale się przy tym bawiłem. Wymienialiśmy poglądy, opinie, rewidowaliśmy mity. Na zasadzie partnerstwa. Na szczęście wraz z uzyskaniem tytułu magistra nie włożyłem sobie mentalnego kija w tyłek i nie zacząłem być „ą”, „ę”. Wiecie o co mi chodzi.
W gruncie rzeczy nie spodziewałem się, że może mi to przynieść tak wiele radości. Wymaga to oczywiście masy pracy, przygotowań. W końcu powinienem rozwiać ich wątpliwości w razie pytań. Lub zakręcić zajęcia tak, by nikt nie wiedział co jest pewne, a co takie nie jest. Mam wiele pomysłów na ciekawe zajęcia!
W następnym tygodniu poproszono mnie o prowadzenie zajęć z teorii literatury. Pełno nazwisk badaczy, teorii, filozofii. Czy takie zajęcia można poprowadzić w ciekawy sposób? Zastanawiałem się… Wypisałem sobie najważniejsze do przekazania informacje, okrasiłem je dygresjami i anegdotami. Z inną grupą, starszą, współpracowało mi się równie dobrze. Czy odnalazłem nową pasję? Być może.
Ale przynudzam, mógłbym tak pisać w nieskończoność. Nauczyciele są różni, ja tylko napisałem pokrótce moje odczucia na ten temat. Nie lubię działania schematycznego, wypisanego punkt po punkcie. Wolę zorganizowany chaos, dyskusję, działania oparte na szacunku i równości. Z drugiej strony wiadomo: nie można przegiąć z luzem. Grupa się rozbestwi, autorytet spadnie. Klapa.
Kończę, moi drodzy. Chciałbym byście w sekcji komentarzy napisali, czy mieliście wspaniałych nauczycieli, jak oceniacie ten zawód. Z czym on się wiąże? Może wasze odczucia, czy bylibyście dobrymi nauczycielami. Tymczasem ja uciekam, idę pisać, pisać i jeszcze raz pisać! Oraz, oczywiście, przygotowywać się do zajęć. Miłego poniedziałku.


Górnolotnie swobodny nauczycielski Azamer

poniedziałek, 12 października 2015

" Korpo, żargo, telo, melo" czyli o korporacjach, żargonie i umiejętności wplatania w naszą twórczość elementów naszej rzeczywistości..



Witajcie moi drodzy Pisarze,

    Dziś zamierzam poruszyć dość ciekawy temat, mianowicie chodzi o korporacje i żargony branżowe, które mogą pojawić się w naszej twórczości. Wiele pisaliśmy na temat tak zwanej literackiej fikcji. A co z literaturą faktu tudzież z kryminałami, które obecnie są jednym z najbardziej "czytliwych" gatunków na rynku? Gdzie można by osadzić akcję powieści kryminalnej, jak nie w jakieś wielkiej korporacji? Teorie spiskowe tworzone przez agentów tajnych służb oraz tajemnicze morderstwa gdzieś w odmętach korytarzy i wind wysokich drapaczy chmur. Sceneria wydaje się być idealna, ale by o tym pisać, wypadałoby mieć na ten temat jakąkolwiek wiedzę, prawda? Zatem, skąd ją zdobyć? Na pewno nie z innych książek. I na pewno nie z Internetu. Bo tam, nie znajdziecie żadnych rzetelnych informacji. Najlepszym sposobem jest wywiad z osobami, pracującymi w takich miejscach lub jeśli jesteście zainteresowani tego typu pracą, to sami zatrudnijcie się w korporacji i zobaczcie i poczujcie na własnej skórze to, co mogą przeżywać wasi bohaterowie. Oczywiście kwestia własnej inwencji twórczej i wyobraźni to jest sprawa podstawowa. Można sobie to wszystko wyobrazić i opisać wedle własnego uznania, bo dlaczego nie. Czy nie uważacie, że używanie na przykład informatycznego żargonu w książce science-fiction nie nadaje jej pewnego rodzaju "realności"? Lubimy, gdy czytamy o czymś, co wydaje nam się znajome, choć zostało wymyślone przez kogoś innego. Lubimy inteligentnych bohaterów, którzy swoimi słowami kreują też naszą wizję ich świata.
      Myślę, że wielu początkujących pisarzy trochę boi się pisać o czymś, co można sprawdzić lub też można tego doświadczyć w tak zwanym "prawdziwym życiu". Nie sięgają po tematy, które są "zwyczajne" lub które można łatwo "wygoogle'ować". Jest to spowodowane zwyczajnym lenistwem, lub strachem przed krytyką. Przed tym, że ktoś nam zwróci uwagę, że "coś takiego nie istnieje" lub "najpierw zrób porządny research a potem coś pisz".  Powiem Wam tylko jedno: Nie przejmujcie się tym, co mówią inni. Oczywiście podstawą jest zrobienie porządnego rozeznania w temacie. Nie musicie być doktorami nauk ścisłych by pisać o wyprawach na Księżyc. Dlatego, jeśli kiedykolwiek myśleliście o tym, by napisać coś ze specyficznej dziedziny, spróbujcie, a nóż może wyjdzie Wam z tego coś ciekawego.
    Podsumowując mój wywód, dodam tylko, że warto jest czasem wyrwać się z dobrze nam znanego szlaku i spróbować czegoś nowego, świeżego. Innego niż do tej pory. Próbujmy różnych gatunków, nawet jeśli wydaje nam się, że nam nie leżą. Ostatnio odkryłam, że eksperymenty z gatunkami, procentują ulepszaniem mojego dotychczasowego pisania o innowacyjne elementy, które czynią moje opowieści ciekawszymi. Dlatego zachęcam Was do tego byście próbowali swoich sił w różnych gatunkach.
   Jeśli zechcecie się tymi "tworami" z nami podzielić, śmiało wysyłajcie swoje prace na nasz adres mailowy: pisarze.amatorzy@gmail.com. Jak tylko znajdę chwilę, to na pewno rzucę na Wasze prace okiem i wyrażę swoją opinie. Oczywiście, zachęcam Was też do dyskusji pod tym postem.

Do następnej notki,
Niech wena będzie z Wami,

Meg.