poniedziałek, 2 marca 2015

„ Weno, piękna Weno, powiedz gdzie mam cię szukać?”

No właśnie... Jak to jest z tymi inspiracjami?

Często bywa tak, że mamy ochotę trochę „po wyżywać” się na swoim umyśle, sięgamy po kartkę,
długopis, pióro, komputer i nagle... Pustka. Ciemność nas ogarnia i nie wiemy, o czym pisać. I wtedy sobie myślimy: a poszukam jakiejś inspiracji... Tylko gdzie? Wchodzimy w Internet, szukamy, przeglądamy. Nic. Sięgamy po książki. Czytamy. Nic. Oglądamy filmy. Nic. Pustka dalej pozostaje. Więc co zrobić w takiej sytuacji? Dać sobie spokój. Wyluzować. Nie wymuszać historii na siłę, bo nic z tego nie będzie. Wówczas dzieje się coś magicznego. Nagle w naszym umyśle otwiera się blokada i zostajemy zalani wręcz miliardem pomysłów na sekundę. Ale jak tu teraz z tego potoku wybrać coś, co pasowałoby do naszej poprzedniej historii? Już o tym wspominałam w poprzednim wpisie: warto jest sobie różne rzeczy zapisywać. A nóż, przyda nam się ten pomysł gdzieś po drodze. Albo wykorzystamy go w innym opowiadaniu czy wierszu, jaki napiszemy. Bo pisanie to nie tylko nowele. To nie tylko opowiadania i opasłe książki. To też wiersze, które często wyrażają więcej niż nawet najdłuższy elaborat. I jest to bardzo otwarta i wolna forma pisania.
Każdy może napisać wiersz, który nie koniecznie musi się rymować. Jak ktoś jest perfekcjonistą to
owszem, może się przyczepić, że każdy wiersz ma jakąś tam swoją formę i rytm. Zgadza się, ale
najważniejsze jest to, co chcemy przekazać. Podobnie jest z inspiracją. Nie zawsze jest ona idealna,
jasna i przejrzysta. Bardzo często musimy się natrudzić, by ją znaleźć. Ale gdzie jej szukać, można
by zapytać. Odpowiedź jest prosta: Wszędzie! W prasie, książkach, telewizji, w życiu.
Czasem bywa tak, że jadąc pociągiem, czy autobusem usłyszymy jakiś ciekawy dialog albo zdanie,
do którego potem możemy dołożyć całą historię. Dlatego ja osobiście polecam zawsze mieć przy
sobie coś do pisania. Wiem, że żyjemy w czasach, gdzie zwykła karta i długopis to obciach, ale
jeśli mamy telefon, to możemy użyć go jako notatnika, a potem wrócić do tego, co udało nam 
się zebrać w ciągu dnia. Każde dzieło wymaga ogromu pracy, przygotowań, czasem nawet przeprowadzania eksperymentów, by można było jak najprawdziwiej oddać to, o czym się pisze. Wiele osób twierdzi, że jest to marnowanie czasu czy zwykłe bujanie w obłokach. Jednak dla nas, pisarzy amatorów, jest to forma ekspresji, pewnego rodzaju zatracenia się w odmętach naszej wyobraźni a także sposób na życie. Jeśli nam się poszczęści, możemy stać się sławni, jeśli nie, wówczas pozostaje nam udoskonalanie naszego warsztatu i próbowanie od początku. Sama wiem, z własnego doświadczenia, że ciężko jest zapamiętać wszystkie fajne momenty, które przytrafiają nam się w ciągu dnia. Dlatego, dobrze jest po całym dniu usiąść i przemyśleć, to co się wydarzyło a potem z tej bezkształtnej masy, stworzyć coś ciekawego. Z drugiej jednak strony, nie starajmy się szukać weny wszędzie, gdzie popadnie, bo możemy przez to wpaść w jakąś chorobliwą paranoję, która do niczego pozytywnego nie prowadzi. Starajmy się wykorzystywać moment, a reszta
przyjdzie sama. Ciekawi mnie, skąd Wy bierzecie inspiracje? Co dla Was jest ciekawym motywem, który można by umieścić w książce/opowiadaniu/ wierszu?

Czekam na Wasze komentarze i do następnej notki.

Niech wena będzie z Wami,


Meg.

3 komentarze:

  1. Bardzo fajna, motywująca notatka. Po jej przeczytaniu doszłam do wniosku, że są ludzie którzy myślą podobnie do mnie. Ja najczęściej czerpię inspiracje ze zdjęć i właśnie wtedy najczęściej mam napływ weny... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Najlepszą inspiracją jest życie. Są sytuacje, które warto dodać do swojego tekstu.
    "Nagle w naszym umyśle otwiera się blokada i zostajemy zalani wręcz miliardem pomysłów na sekundę." - ja to nazywam spuszczeniem mózgu ze smyczy. Najczęściej zdarza mi się to, gdy wychodzę na spacer z psem. :)
    Na mnie mocno działa muzyka filmowa. I wytwórni muzycznych takich jak: Two Steps From Hell, Audiomachine itp.

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam uczucie pustej kartki i gdy nagle coś zalewa mnie pomysłami. Warto wtedy wszystko sobie zapisać (jak radzisz) i dać temu parę dni odpocząć (jak ja radzę), a po ich upłynięciu, wrócić i zdecydować, co chcę uwzględnić, a co nie.

    „(...) żyjemy w czasach, gdzie zwykła karta i długopis to obciach (...)” - może i tak, ale ja lubię pisać długopisem po kartce.

    Najcenniejsza Twoja rada to:
    „Dlatego, dobrze jest po całym dniu usiąść i przemyśleć, to co się wydarzyło a potem z tej bezkształtnej masy, stworzyć coś ciekawego. Z drugiej jednak strony, nie starajmy się szukać weny wszędzie, gdzie popadnie, bo możemy przez to wpaść w jakąś chorobliwą paranoję, która do niczego pozytywnego nie prowadzi.”

    OdpowiedzUsuń