No właśnie... Jak
to jest z tymi inspiracjami?
Często
bywa tak, że mamy ochotę trochę „po wyżywać” się na swoim
umyśle, sięgamy po kartkę,
długopis,
pióro, komputer i nagle... Pustka. Ciemność nas ogarnia i nie
wiemy, o czym pisać. I wtedy
sobie myślimy: a poszukam jakiejś inspiracji... Tylko gdzie?
Wchodzimy w Internet, szukamy,
przeglądamy. Nic. Sięgamy po książki. Czytamy. Nic. Oglądamy
filmy. Nic. Pustka dalej pozostaje.
Więc co zrobić w takiej sytuacji? Dać sobie spokój. Wyluzować.
Nie wymuszać historii na
siłę, bo nic z tego nie będzie. Wówczas dzieje się coś
magicznego. Nagle w naszym umyśle otwiera
się blokada i zostajemy zalani wręcz miliardem pomysłów na
sekundę. Ale jak tu teraz z tego
potoku wybrać coś, co pasowałoby do naszej poprzedniej historii?
Już o tym wspominałam w poprzednim
wpisie: warto jest sobie różne rzeczy zapisywać. A nóż, przyda
nam się ten pomysł gdzieś
po drodze. Albo wykorzystamy go w innym opowiadaniu czy wierszu, jaki
napiszemy. Bo pisanie
to nie tylko nowele. To nie tylko opowiadania i opasłe książki. To
też wiersze, które często wyrażają
więcej niż nawet najdłuższy elaborat. I jest to bardzo otwarta i
wolna forma pisania.
Każdy
może napisać wiersz, który nie koniecznie musi się rymować. Jak
ktoś jest perfekcjonistą to
owszem,
może się przyczepić, że każdy wiersz ma jakąś tam swoją formę
i rytm. Zgadza się, ale
najważniejsze
jest to, co chcemy przekazać. Podobnie jest z inspiracją. Nie
zawsze jest ona idealna,
jasna
i przejrzysta. Bardzo często musimy się natrudzić, by ją znaleźć.
Ale gdzie jej szukać, można
by
zapytać. Odpowiedź jest prosta: Wszędzie! W prasie, książkach,
telewizji, w życiu.
Czasem
bywa tak, że jadąc pociągiem, czy autobusem usłyszymy jakiś
ciekawy dialog albo zdanie,
do
którego potem możemy dołożyć całą historię. Dlatego ja
osobiście polecam zawsze mieć przy
sobie
coś do pisania. Wiem, że żyjemy w czasach, gdzie zwykła karta i
długopis to obciach, ale
jeśli
mamy telefon, to możemy użyć go jako notatnika, a potem wrócić
do tego, co udało nam
się zebrać
w ciągu dnia. Każde dzieło wymaga ogromu pracy, przygotowań,
czasem nawet przeprowadzania
eksperymentów, by można było jak najprawdziwiej oddać to, o czym
się pisze. Wiele
osób twierdzi, że jest to marnowanie czasu czy zwykłe bujanie w
obłokach. Jednak dla nas, pisarzy amatorów,
jest to forma ekspresji, pewnego rodzaju zatracenia się w odmętach
naszej wyobraźni a także
sposób na życie. Jeśli nam się poszczęści, możemy stać się
sławni, jeśli nie, wówczas pozostaje
nam udoskonalanie naszego warsztatu i próbowanie od początku. Sama
wiem, z własnego
doświadczenia, że ciężko jest zapamiętać wszystkie fajne
momenty, które przytrafiają nam
się w ciągu dnia. Dlatego, dobrze jest po całym dniu usiąść i
przemyśleć, to co się wydarzyło a
potem z tej bezkształtnej masy, stworzyć coś ciekawego. Z drugiej
jednak strony, nie starajmy się szukać
weny wszędzie, gdzie popadnie, bo możemy przez to wpaść w jakąś
chorobliwą paranoję, która
do niczego pozytywnego nie prowadzi. Starajmy się wykorzystywać
moment, a reszta
przyjdzie
sama. Ciekawi
mnie, skąd Wy bierzecie inspiracje? Co dla Was jest ciekawym
motywem, który można by umieścić
w książce/opowiadaniu/ wierszu?
Czekam
na Wasze komentarze i do następnej notki.
Niech
wena będzie z Wami,
Meg.

Bardzo fajna, motywująca notatka. Po jej przeczytaniu doszłam do wniosku, że są ludzie którzy myślą podobnie do mnie. Ja najczęściej czerpię inspiracje ze zdjęć i właśnie wtedy najczęściej mam napływ weny... :)
OdpowiedzUsuńNajlepszą inspiracją jest życie. Są sytuacje, które warto dodać do swojego tekstu.
OdpowiedzUsuń"Nagle w naszym umyśle otwiera się blokada i zostajemy zalani wręcz miliardem pomysłów na sekundę." - ja to nazywam spuszczeniem mózgu ze smyczy. Najczęściej zdarza mi się to, gdy wychodzę na spacer z psem. :)
Na mnie mocno działa muzyka filmowa. I wytwórni muzycznych takich jak: Two Steps From Hell, Audiomachine itp.
Znam uczucie pustej kartki i gdy nagle coś zalewa mnie pomysłami. Warto wtedy wszystko sobie zapisać (jak radzisz) i dać temu parę dni odpocząć (jak ja radzę), a po ich upłynięciu, wrócić i zdecydować, co chcę uwzględnić, a co nie.
OdpowiedzUsuń„(...) żyjemy w czasach, gdzie zwykła karta i długopis to obciach (...)” - może i tak, ale ja lubię pisać długopisem po kartce.
Najcenniejsza Twoja rada to:
„Dlatego, dobrze jest po całym dniu usiąść i przemyśleć, to co się wydarzyło a potem z tej bezkształtnej masy, stworzyć coś ciekawego. Z drugiej jednak strony, nie starajmy się szukać weny wszędzie, gdzie popadnie, bo możemy przez to wpaść w jakąś chorobliwą paranoję, która do niczego pozytywnego nie prowadzi.”