1. Bajania starego wilka
Macie rację,
tak enigmatyczny tytuł mógł wymyślić jedynie Azamer. Witam wszystkich bardzo serdecznie.
Na początku chciałbym się podzielić z wami wspaniałym głupstewkiem, z którego
właśnie zdałem sobie sprawę. Wstałem jak zwykle o siódmej, poranna toaleta,
szklanka wody, zrobienie kanapek i zapakowanie laptopa. Spacerkiem poszedłem na
uczelnię, potem dowiedziałem się, że dwa lata mojej pracy są warte 600-700
złotych. Ale to nieistotne. Czekałem na profesora od literatury popularnej,
chciałem z nim porozmawiać na temat wykorzystywania elementów mitycznych. Czekam,
czekam, czekam, sprawdzam, czy aby na pewno ma teraz konsultacje. Wszystko się
zgadza. Po godzinie stwierdzam, że dalsze oczekiwanie nie ma sensu i zbieram
się do biblioteki. Rozsiadłem się wygodnie wokół zgromadzonych woluminów,
włączyłem komputer, jak zwykle przed pracą buszuję po Internetach, wchodzę na
Kwejka i… obrazek o zmianie czasu. Zerkam na monitor dochodzi południe,
patrzę na komórko-budzik: zbliża się jedenasta. Fatum i uśmiech na ustach.
Dość tej
prywaty, choć w swym eseistycznym wywodzie nigdy od niej nie ucieknę. Pragnę
dzisiaj rzucić między wrony pytanie retoryczne: Zauważyliście, że ludzie
błędnie używają słów/języka? Pytanie nie wymaga odpowiedzi, bowiem jest ona
oczywista. I nie chodzi mi tylko o takie bzdury jak różnica między „przynajmniej”
i „bynajmniej. Teraz chciałbym przyjrzeć się słowom, z którymi (jako twórcy,
autorzy, odbiorcy) spotykamy się każdego dnia.
2. Czy jesteś krytykiem?
Jeśli
odpowiedziałeś/aś na moje pytanie twierdząco, to z poważaniem chylę czoła. Dlaczego?
Przez wiedzę, jaką dysponujesz. Przepraszam za ironię, już wyjaśniam. Słowo „krytyk”
odnosi się do osoby, która posiada pogłębioną wiedzę z danego zagadnienia, jest
oczytana i może się wypowiadać bez szans na kompromitację swojej osoby. Po
prostu zna się na temacie i trudno ją zagiąć. Oczywiście takich osób jest
bardzo mało. Uznani krytycy filmowi i literaccy są w swych sferach bardzo
poważanymi, ważnymi osobistościami. Dlatego, że dysponują wiedzą (potęgi
kluczem, do cholery!). Jednakże jak wszędzie znajdą się „udawacze”, czyli osoby
podchodzące do tematu z miejsca „nie znam się, to się wypowiem”, ale o tym w
następnym podrozdziale.
Podobno krytyk
to ktoś, kto sam nie umie czegoś stworzyć, więc z zazdrości miesza z błotem
ambitnych twórców. Może i tkwi w tym ziarenko prawdy ale… Krytyk (i mówię tu o osobach,
znających się na swym fachu) zna panujące trendy, patrzy na całość dzieła,
sytuację na rynku, użyte motywy, które pojawiły się w innym dziele,
górnolotność (lub jej brak) słowa i tak dalej, i tak dalej…
W swojej „karierze”
(i tu musiałem się zastanowić, bo słowo kariera wiąże się z osiąganiem
sukcesów, a tutaj odpowiedniejszym słowem byłaby „przygoda”, ale użyłem
cudzysłowu, więc mogę być hipokrytą) naukowej spotkałem się z przypadkami
pisania recenzji bez uprzedniego przeczytania dzieła. To nie są krytycy tylko „udawacze”,
starsi profesorowie (nie mówię, że niezasłużeni), odcinający kupony z
młodzieńczych lat i wyrobionego nazwiska. Dobra, kończę już, bo się rozpisałem a
jeszcze wiele chcę przekazać.
3. Pokaż mi swój komentarz a powiem ci kim
jesteś
Chyba nie
zaprzeczycie, że mam dziś wenę do konstruowania tytułów tych pseudo
podrozdzialików. Do rzeczy: większość z was coś tworzy, już publikujecie lub
piszecie do szuflady. W obu przypadkach (zapewne) udostępniacie swoje prace
znajomym i oczekujecie tak zwanej konstruktywnej krytyki. Tego pierwszego słowa
nie będę się czepiał, lecz słowo „krytyka” wyjaśniłem już wcześniej. W tym
wypadku lepiej byłoby to ująć w ten sposób: powiedz mi wszystko, nawet to, co
ci się nie podobało, chcę znać twoją opinię, nawet jeśli byłaby ona
niepochlebna.
Komentarz,
opinia jest głosem osoby, którą dany temat zaciekawił, ma ona już jakieś swoje
przemyślenia, coś jej się nie spodobało (związek emocjonalny) itp. Nie jest
notką znawcy (choć czytając komentarze na forach stosunek znawców wszystkiego
do przeciętnego zjadacza chleba wynosi 10:1). Zauważyliście już, że trudno
zastąpić czymś innym słowo „skrytykować”, które przeszło z języka
specjalistycznego do potocznego? Pewnie tak, w końcu inteligentne z was bestie!
4. Hejt – irracjonalny językowy brak
kultury
Tutaj bardzo
ciężko jest mi się wypowiadać bez emocjonalnego stosunku do sprawy. Nie lubię hejterów.
Może to za dużo powiedziane, bardziej wzbudzają we mnie litość. Ale przecież jeszcze
nie wyjaśniłem czym ten cały hejt jest. Chyba nie muszę, ale na potrzeby
ciągłości tekstu (żeby było wrażenie, że był przemyślany i taki wiecie „yntelygentny”)
należy to uczynić.
Hejt jest to
opinia osoby, która hmmm… nie potrafi sobie poradzić z emocjami po odbiorze
dzieła. Jest to głos sprzeciwu na daną treść, nie poparty żadnym przykładem czy
rzuconą frazą. Najczęściej autor w odpowiedzi na pytanie co z jego twórczością
jest nie tak otrzymuje odpowiedź w stylu (przepraszam za język): wszystko, to
jest chujowe, a tak w ogóle to spałem z twoją matką… itd. itd.
Nie będę tutaj
mnożył przykładów, bowiem te możecie znaleźć pod każdym filmem na YouTubie,
artykułem na Onecie i na innych serwisach. Nie wspomnę tu także o trollingu,
który według mnie jest już wyższą szkołą jazdy (może kiedyś to rozwinę). Swego
czasu nawet ja miałem swojego małego hejtera na asku, niestety szybko zamilkł,
z czego jestem niezbyt zadowolony, bowiem dostarczał mi sporo rozrywki. A i
jeszcze jedno, w przeciwieństwie do dwóch poprzednich typów osób (krytyka i
opiniotwórcy), z osobnikiem opisywanym w tym akapicie nie ma co dyskutować.
Takiego delikwenta ignorujemy i banujemy.
Uwaga! Akapit
dla filozofów! Zawsze powtarzają ci ustąp głupszemu, prawda? Kiedyś, gdy
powiedziałem te słowa w odpowiedzi usłyszałem: i dlatego ten świat wygląda jak
wygląda. Znane jest też: Nie należy sprzeczać się z idiotą, bowiem najpierw
sprowadzi cię do swojego poziomu, następnie pokona doświadczeniem. Smutne i do
przemyślenia.
5. Kończ Waść, umysły oszczędź!
Okropnie się rozpisałem,
za co was serdecznie przepraszam. Teraz podsumujmy to, w jakim celu stworzyłem
ten wywód. Chciałem zwrócić waszą uwagę na elastyczność słów i zmienność
znaczeń. Język jest tworem plastycznym, więc pewne słowa odchodzą do lamusa wraz
z czasem (np. strzecha, która stała się archaizmem, bo już nikt nie kryje
dachów słomą), inne zaś zmieniają znaczenie (np. chędożyć – dawniej oznaczało
czyścić, sprzątać, dziś wiadomo: eufemizm zastępujący przekleństwo związane ze stosunkiem).
I to by było na
tyle, chyba. Kształćcie się, by móc wydawać opinie i notki krytyczne. Ja też
nie będę stał w miejscu, ze strachu, że pewnego dnia mnie przegonicie (jeśli
już tak się nie stało), wydacie książkę i sami w zaciszu domowym będziecie
zastanawiać się nad słowami, których używacie. Ja w tym miejscu i czasie jestem
jedynie bardem opowiadającym wam takie bajki.
Pozdrawiam i
życzę udanego poniedziałku, Azamer.
Moje komentarze niedługo chyba przejdą do tradycji :P Ale w każdym razie... Że spytam, tak pro forma, bo jestem ciekawa - czy to pomysł na ten post wpadł Ci do głowy przy czytaniu mojego komentarza? :)
OdpowiedzUsuńPo raz kolejny pobudzasz mój mózg do przemyślenia pewnych spraw. Analizuję teraz wszystkie przypadki, kiedy rozsyłałam świeże opowiadania mojej zaufanej, dość ciasnej (a jednak szerokiej jak na moje standardy) grupie czytelników. I wychodzi mi z tego, że proszę o opinię. Jaka by ona nie była - byle szczera. Opinia, nie krytyka... Choć osoby, które czytają "mnie" od początku, z którymi dyskutuję o nie zawsze jasnych motywach i wątkach, można uznać w pewnym sensie za znawców tematu - mojej pisaniny. To taka luźna uwaga.
Jeśli o mnie chodzi, hejt mnie zawsze bawi, choć potrafi też wkurzyć, jeżeli zostanie przekroczona bardzo cieka granica... Mało, że dostarcza rozrywki, można się nim podbudować. Myślę w ten sposób: im więcej hejtów ktoś zbiera, tym więcej jest wart. No bo jeśli na przykład pojawi się choćby jeden zwykły hejter, który ma problem z odbiorem tego, co napiszesz, świadczy to o jakimś poziomie, do którego nie każdy potrafi sięgnąć, żeby zrozumieć, żeby to poczuć...
Szczerze mówiąc - może mam krzywą i wypaczoną psychikę, ale czasem lubię poprzerzucać się z kimś argumentami, niekoniecznie z "głupszym" czy "idiotą", w dość dziwny sposób. Nie ustępuję, jeśli nie zgadzam się z czyjąś opinią na tyle, żeby to okazać, zamiast ugryźć się w język i ustąpić. Może to moja wrodzona przekora, nie wiem. Ale trzeba czasem postawić na swoim, żeby nie zostać sprowadzonym do parteru ;)
Ostatnia moja uwaga: nie musisz przepraszać za coś, co robisz dobrze i najwyraźniej lubisz - tylko dlatego, że może odrobinkę dałeś się ponieść :) Naprawdę fajnie się czyta takie przemyślenia, które w zasadzie zmuszają umysł do pewnej gimnastyki i pozwalają spojrzeć na coś z szerszej perspektywy.
Jak się tak zastanowić - chyba robię się fanką Twoich postów :P Pozdrawiam po raz kolejny i życzę natchnienia ;)
Wybacz, że długo nie odpisywałem ale... święta, święta i po świętach, więc znowu mam dostęp do Internetu :) Od początku, nie, to jeszcze nie jest ten temat, który mi wpadł do głowy po Twoim komentarzu. Z pewnością na początku rzeczonego postu pozdrowię osobę, która mnie zainspirowała do jego napisania.
UsuńJa również mam grono takich osób i liczę się z ich zdaniem, choć, wiesz, gdy doskonale zna się gusta odbiorców to czasami zdarza się sytuacja pisania tylko pod umysły tej dwójki/trójki znajomych. Trudno od tego uciec.
A z przeprosinami to takie... hmmm... jakby to nazwać, zwrot grzecznościowy by przypodobać się odbiorcy? Nie wiem, uważam, że w dzisiejszych czasach ludzie za mało przepraszają za swoje błędy. Nawet tak błahe. Więc widocznie wziąłem sobie za cel nadrobić statystykę. Ot maniera.
To by było chyba na tyle, wracam do pisania nowego opowiadania, bowiem czas świąt był wyjątkowy i obfity w pomysły. Pozdrawiam i liczę na Twą dalszą aktywność :) /Azamer
O, jak miło :)
UsuńMasz rację co do pisania "pod umysły", ale ja na szczęście nie mam takiego problemu. Kiedy coś piszę, nie robię tego po to, żeby komuś się spodobało, tylko dlatego, że coś mnie do tego popycha :D Zdarzyło mi się to raz i nikomu nie życzę, żeby znalazł się w takiej sytuacji - zrobiłam to akuratnie z konieczności i mnie to męczy :/
No, ja, można powiedzieć, "umęczyłam" wczoraj nowe opowiadanie, wreszcie pękła blokada i coś z tego powstało :) Jedynym minusem jest to, że musiałam zmieścić się w dziesięciu stronach wedle regulaminu :P No i zakończenie - napisałam inne, niż zamierzałam, żeby przeszło przez cenzurę mojej polonistki bez szwanku...
Tak więc również pozdrawiam i weny życzę, a co do aktywności - nie omieszkam korzystać z tej niewielkiej ramki, jak tylko przyjdzie mi coś do głowy :D
Ok Hehe sądzę że jeśli masz coś wspólnego z bohaterem książki mimo iż podmiot liryczny nie jest autorem książki :p to doskonale a i jeśli chodzi o krytykie no cóż myślę że jest równie warzna co słodkie super i wgl :D szczera prawda leprze od słodkiego kłamstwa pozdro
OdpowiedzUsuńTwój blog został nominowany do nominacji LBA. Gratulacje.
OdpowiedzUsuńMagia Książek.