Witajcie moi drodzy Pisarze!
Widzę, że mój poprzedni wpis cieszy się wśród Was zainteresowaniem, dlatego postanowiłam napisać kolejną notkę o aniołach, tym razem też w kontekście tak zwanych upadłych aniołów, które potocznie nazywa się po prostu diabłami, co jest dość błędnym pojęciem. Może zacznę od podstawowego pytania, które zwykle nasuwa się, gdy myślimy o aniołach. A mianowicie, gdzie właściwie mieszkają te istoty? Czy są to byty żyjące sobie tak o w przestrzeni? Wiem, że dla wielu, jest to temat dość delikatny, dlatego postaram się do niego podejść w bardzo ogólny sposób. Motyw "posłańców Boga" przejawia się w wielu religiach i kulturach. Poczynając od starożytnych wierzeń z Mezopotamii, kończąc na współczesnych wyznaniach. Tyle, że dawniej nie nazywano ich aniołami. Samo słowo anioł wywodzi się od greckiego "angelos" co oznacza posłańca. Zwykle byli tak nazywani ci, którzy przynosili wieści od władców czy wrogich przywódców. Swego czasu był zwyczaj, że nie można było tknąć tego, który niesie wieści, dopóki ich nie dostarczy. Postacie aniołów, jakie kojarzą na mnie z tym słowem, pojawiają się głównie w Starym Testamencie.Tam też bardzo często aniołowie przestawiani są jako wojownicy, niosący ze sobą śmierć i zniszczenie. Wielu wierzy, że aniołowie wcale nie są "uroczymi stworzeniami", które wyglądają jak renesansowe cherubiny. Że przynoszą śmierć, cierpienie i plagi. Przez te legendy, powstało też wiele teorii na temat tego, jakie funkcje pełnią aniołowie oraz za co są odpowiedzialni. Tak jak dawni bogowie, tak aniołowie bardzo często byli przypisywani różnym przyziemnym i mniej przyziemnym sprawom.
Dzięki temu, powstała ogromna mitologia, która zawiera w sobie dzieje tych tajemniczych, nieludzkich istot. Jedną z legend jest też historia chyba najsławniejszego z tak zwanych upadłych aniołów, Lucyfera. Według niej, był on jednym z serafinów, którzy oglądali chwałę Boga. Zamiast być posłusznym i uniżonym, Lucyfer zapragnął władzy równej tej, którą posiadał Bóg. Chciał tak jak on móc prowadzić ludzi ku chwale, lecz jego metody były zupełnie inne niż te, które nakazywał Pan. To sprawiło, że Lucyfer się zbuntował i wszczął rebelię, za co został strącony w czeluści i pozbawiony dostojeństwa i chwały. To sprawiło, że ów anioł stał się jednym z największych przeciwników Pana. Wiedział, że największą miłością Boga były jego dzieci. Dlatego też dokładał wszelkich starań by sprowadzić ich na złą drogę.
Opowieści o piekle, czeluści, kadzi płonącej ogniem nieugaszonym są tak barwne, że po dziś dzień budzą pewnego rodzaju niepokój. W średniowieczu obrazowano piekło jako miejsce pełne krzyku, ognia, bólu i cierpienia a czarty dźgały potępionych widłami przez wieczność. Mówiono, że każdy grzech, zbliża nas do miejsca, w którym włada sam Lucyfer. Jednak jego imię bardzo rzadko pojawia się na łamach Pisma Świętego. Bardziej nazywa się go "szatanem" bądź po prostu "diabłem". Domyślam się, że jest to związane z dowolnością tłumaczeń oryginalnych tekstów biblijnych z aramejskiego, greckiego i hebrajskiego.
Zauważyłam, że dzisiejsi twórcy literatury fantastycznej bardzo upodobali sobie temat aniołów i nephilów. Czyli potomków anioła i kobiety. Bardzo często, główni bohaterowie są uwikłani w jakiś konflikt między Niebem a Piekłem lub są ich główną przyczyną. Lecz nie tylko współcześni pisarze zafascynowali byli tą zależnością. Jeśli sięgniemy do klasyki literatury, pierwszą pozycją, jaka się nasuwa to "Raj utracony" Johna Miltona, angielskiego poety i prozaika. Jego wizja dobra i zła i podział piekła na kilkanaście kręgów stał się pewnego rodzaju kanonem, z którego korzysta wielu autorów.
Fascynacja upadłymi aniołami czy ogólnie tą sferą nadprzyrodzoną, do której przypisujemy pewnego rodzaju filozofię, stała się dla wielu bardzo silnym bodźcem do tworzenia ich własnych uniwersum. A jak jest z Wami? Czy zdarza Wam się sięgać do tekstów biblijnych i czerpać z nic inspirację do tworzenia własnych? Chętnie z Wami na ten temat podyskutuję.
Jak już wspominałam w poprzednim wpisie, ja też w swoich opowiadaniach używam motywu aniołów i nephilim. Jest to temat dla mnie bardzo wdzięczny i elastyczny, dlatego bardzo często do niego wracam. A jak jest z Wami?
Kończąc mój wywód, chciałabym Was zaprosić do zaglądania na naszą stronę na Facebooku i aktywność na blogu. Jak macie jakieś pomysły, odnośnie tego, co chcecie u nas poczytać, piszcie śmiało! Każdą opcję rozważymy. A tymczasem, żegnam się z Wami czwartkowo i zapraszam na kolejny wpis już wkrótce!
Pozdrawiam,
Meg.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz