Witam
wszystkich bardzo serdecznie. Przedstawiałem ostatnio znajomej moją teorię w
pracy magisterskiej, dotyczącą postaci fantastycznych. Gdy wymieniłem tytułowe
określenia zapytała: a czym to się różni? Powiem, że koleżanka zaznajomiona z
fantastycznym półświatkiem, dlatego jej odpowiedź trochę mnie zdziwiła, więc postanowiłem
wysmarować ten tekst wyjaśniający, ugruntowujący, bądź przeczący waszej wiedzy.
Pewnie spotkaliście
się z wyrażeniami, które w mowie potocznej są używane niezgodnie ze swoim
przeznaczeniem. Głośna sprawa z „przynajmniej” i „bynajmniej” itp. Nie jestem
językoznawcą, więc nie będę się tutaj dłużej rozwodził. Mogę jedynie zastanowić
się nad etymologią (pochodzeniem) danych słów. A i przepraszam tych, którzy
niezbyt znają i nie interesują się fantastyką, niestety (dla was) najlepiej czuję
się właśnie w tym konkretnym gatunku. Obiecuję, że będę poruszał też tematy
okołoliterackie, jeśli macie jakieś zagadnienia: piszcie!
Podstawową
różnicą charakteryzującą czarodzieja, maga i czarnoksiężnika jest ich
nastawienie do świata, karma, moralność. Jakkolwiek by to nie nazwać przede
wszystkim same postacie różnią się charakterem, który właśnie odzwierciedla
nazewnictwo.
Czarodziej –
postać kojarząca się nam ze starszym, dobrodusznym mężczyzną podpierającym się
jesionową laską. Toż to fantazmat (zapraszam do wcześniejszych postów),
stworzony przez literaturę i kulturę. Od Gandalfa, Merlina zaczynając a na
Dumbledorze kończąc obraz raczej się nie zmienia. Oczywiście są odstępstwa od
reguły w postaci Pottera czy młodego Merlina, w tych postaciach zmieniono
jedynie element wieku, reszta pozostaje bez zmian.
Mag – i tu
nasza (a przynajmniej moja) świadomość ma problem, bowiem w sumie jak wyobrazić
sobie tę postać? Najpewniej jako mężczyznę pod trzydziestkę, który posługuje
się magią żywiołów. Przybiera najchętniej rolę podróżnika, banity, bohatera do
wynajęcia. I w sumie jest to bohater najbardziej złożony. Nie stoi on bowiem po
żadnej ze stron. Jego czyny rozpatrujemy w kategorii dobra i zła, on zaś w
sumie posiada status neutralny. Raz wybiera zło, raz dobro = wychodzi na zero i
w sumie przygoda kręci się dalej.
Czarnoksiężnik
– co tu dużo mówić: podły typ bratający się zazwyczaj z wężami, ropuchami i
innymi stworzeniami świata chtonicznego (podziemia). Mężczyzna odziany w czerń,
działający na szkodę innych, dba jedynie o swoje interesy. Postać ta
najczęściej jest jednowymiarowa w historii, by na końcu okazać się bohaterem
tragicznym. Czy on nie może być zawsze do końca tym złym? Ale odbiegam od
tematu. Tu najczęściej mamy do czynienia z takimi szkołami magii jak:
nekromancja, czarna magia, demonologia.
Pozostaje więc
pytanie czy w naszej świadomości nigdy nie pojawia się dobry nekromanta? I gdy
już się pojawi, to można określić go mianem czarodzieja? Odpowiedź jest
dwojaka, jeśli rozpatrujemy go tylko i wyłącznie pod względem charakteru (jest
dobry) więc jest czarodziejem (z definicji). Jednakże w świecie przedstawionym
(dla społeczności) będzie czarnoksiężnikiem, bowiem nekromancja jest nauką
zakazaną i kojarzoną ze sferą tabu (zmarłymi). Pozostaje też kwestia tego, czy
w trakcie swej nauki nie przekroczył granicy człowieczeństwa, bo ogólnie jego
praktyki są przecież profanacją zwłok. Zastanawiające.
Możemy więc
przeprowadzić klasyfikację ze względu na szkoły magii. Przykładowo: zielarstwo,
biała magia, przywracanie (w zależności od wykreowanych światów może to mieć
inne nazwy) kojarzone są z czarodziejami, czarodziejkami. Oczywiście magia
żywiołów przypisana magom również może być domeną czarodziei, jednak ze względu
na swój chaotyczny charakter jest właśnie związana z niestałym, zmiennym
charakterem postaci maga. O czarnoksiężniku wspomniałem już wcześniej więc nie
będę się powtarzał.
Widać tu, że
największe pole do popisu daje nam mag, bowiem korzystać możemy ze wszelkiej dostępnej
magii bez obaw, że czytelnik będzie miał fantazmatyczny zgrzyt. Oczywiście
podobać może się zamysł szalonego czarnoksiężnika posługującego się magią
leczenia na polu bitwy. Zaleczyć na śmierć? Czemu nie… J
Kończąc swój
wywód, zwracajmy uwagę na słowa i znaczenia (oraz fantazmaty) jakie ze sobą
niosą. Podobnie jest w przypadku wiedźmy, wiedźmina i wiedźmiarza, ten ostatni
przez pana Geralta jest obecnie bardzo skrzywdzony, gdyż bierze się go za łowcę
potworów a nie męski odpowiednik wiedźmy (spotkałem się z takim przekonaniem,
więc nie jest wyssane z palca). Uważajmy więc i zgłębiajmy znaczenie słów,
które współcześnie w takim tempie zmieniają swoje znaczenie, że trudno za tym
wszystkim nadążyć. Wiecie, może za chwilę wyjdzie nowy hit, który przewróci do
góry nogami wszelkie ustalenia świata fantasy.
Uważający na słowa,
wakacyjny Azamer
Fajnie przedstawiłeś zagadnienie, w dość jasny i przystępny sposób :) Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie wprowadziła tu trochę zamętu :P
OdpowiedzUsuńNo więc, idąc ustalonym schematem, zacznijmy od pana czarodzieja. Przytoczone przez Ciebie przykłady postaci, owszem, odpowiadają fantazmatowi, jednak nie zawsze stanowi on tak oczywistą regułę w świecie fantasy. Weźmy na ten przykład czarodziejki i czarodziei z "Wiedźmina" - nie są to bynajmniej mili staruszkowie wykorzystujący swoją moc w wyłącznie dobrych celach. Owszem, nie wszyscy są źli, ale też nie wszyscy są dobrzy. A na pewno przeważająca większość to egoiści i pragmatycy, nie dbający o zwykłych śmiertelników i chadzający własnymi krętymi ścieżkami. A jednak nazywani są mianem czarodziei i czarodziejek...
Dobra, to teraz obrabiamy maga :P Oczywiście po kontekście całego posta można śmiało twierdzić, że chodzi Ci tutaj o faceta władającego żywiołami itd., prawda, nie o kapłana perskiego, jak podpowiada uczynna wikipedia :P Mnie osobiście facet określany tym mianem kojarzy się nie tylko z mocą, ale też z wiedzą. Zdaję sobie sprawę, że reszta też musi posiadać wiedzę, żeby umieć wykorzystać moce, które posiada, niemniej w moim umyśle tak to wygląda - to mag jest tym najbardziej wszechstronnie wykształconym, posiada wiedzę w wielu dziedzinach, wie, jak ją wykorzystać, niekoniecznie od razu uciekając się do magii jako czegoś niezbędnego, choć też nie wzdraga się przed jej użyciem. I owszem, tu się z Tobą zgadzam - nie musi być dobry czy zły. Jest neutralny. Albo to taki wolny duch, który robi, co mu się podoba, czasem niezależnie od konsekwencji, a czasem wręcz przeciwnie. Ogólnie mówiąc, wygląda na to, że mag jest najbardziej zawiłą postacią.
Kiedy zaczęłam czytać o czarnoksiężniku, od razu na myśl nasunął mi się "Czarnoksiężnik z Archipelagu". I tutaj ponownie wprowadzam zamieszanie - bowiem tytułowy bohater, choć był nieco zagubiony, choć nierzadko popełniał błędy i zbaczał z tej właściwej ścieżki, jak by się wydawało, poniekąd był postacią pozytywną przez większość życia :P A choć nazwany czarnoksiężnikiem, według mnie bliżej mu do maga, choć z drugiej strony, o ile mnie pamięć nie myli (a raczej nie myli), miał też sporo do czynienia ze światem chtonicznym... Okej, czyli jednak czarnoksiężnik? Ale nie według utartego schematu, skrajnie i ostatecznie zły... Więc jak? Czy wszystko sprowadza się jedynie do nazwy? No cóż, zagadka dla Ciebie, rozgryź mi to, będę wdzięczna ;)
To by chyba było na tyle, nie będę już bardziej mieszać póki co, liczę na tak długą i zagmatwaną odpowiedź, na jaką Cię stać :D
Pozdrawiam ;)
Chylę przed Tobą czoło z pokorą za to, że tak późno odpisuję. Kalam się z tego powodu, iż zabiłaś mi niezłego ćwieka i musiałem całą sprawę dobrze przemyśleć, żeby rzeczowo i zrozumiale wszystko przedstawić.
UsuńTwoje zarzuty są całkiem słuszne, przedstawione przykłady również, lecz ja także wprowadzę trochę zamętu… – albo nie, raczej uporządkuję pewne fakty. Jak wspominałaś mój pierwszy post o fantazmatach był ździebko skomplikowany, trzeba było się dobrze wczytać, by w ogóle załapać mój tok myślenia. Powiem Ci, że z tej metodologii opartej na micie poruszyłem jedynie wierzchołek góry lodowej. W tym komentarzu jednak go nieco rozwinę, skoro zmuszaj mnie do myślenia, ja chciałbym też byś się czegoś nauczyła i również „kombinowała” patrząc na literaturę. Taka już moja rola i przyjęta droga. I cieszę się jak idiota, gdy ktoś chce mnie wysłuchać. Chwała Ci.
Do rzeczy: przedstawione przeze przykłady można z grubsza opisać jako „prafantazmaty”, czyli fantazmaty, mocno tkwiące w kulturze i to tkwiące w niej od wieków. Spójrz: prafantazmat ojca: silny, opiekuńczy, chroniący rodzinę. W literaturze zdarzają się zaś fantazmaty ojca słabego, niezdecydowanego, lub czasami z życia: ojca potwora. W sumie obraz ojca w literaturze przedstawia się różnorodnie ale prafantazmat jest jeden. To taki archetyp symboliczny. Powiesz jedno słowo i już masz siatkę pojęciową mu przypisaną (i tylko jemu).
Pewna książka „Degradacja mitu w literaturze” (odradzam sięganie po nią, autor genialny ale o ciężkim piórze) szczegółowo o tym mówi, więc ja streszczę interesujący tutaj wątek. Współczesną literaturę można określić jako (i jest to moja interpretacja) powiedzmy, że zamek z klocków. Najpierw masz dziedziniec (archetyp np. czarodzieja, dobrodusznego umagicznionego brodacza), potem baszty (kategorię dobra i zła), fosę (szkoły magii) i dajmy na to jeszcze mur (psychologię bohatera).
Metafora po zbóju będzie ale lecimy dalej: bierzesz archetyp i budujesz. Masz dziedziniec, więc co zrobić by zbudować zamek? Stawiasz baszty o jasnej lub ciemnej cegle (albo szarej). Musisz zaciekawić czytelnika, więc mieszasz w fosie (do ogólnych szkół magii dodajesz inną mechanikę) a w murze czynisz wyłomy (dodajmy jakąś chorobę psychiczną, która u czarodzieja archetypowego się nie pojawia oczywiście). I już mamy zamek, który jest fantazmatem.
Lecimy dalej, owe wyobrażenia bazujące na archetypach królują we współczesnej literaturze, bowiem w XXI wieku można pisać wszystko. Czy w erze Stokera ktoś pisałby o homo-wampirach? Tak, ale nie wyszłoby to ze sfery pudełkowego dewianta, bowiem wywołałoby zgorszenie. Teraz wręcz przeciwnie, czasy się zmieniają…
Powróćmy jeszcze do kwestii maga, o której wspomniałaś, tak mi się skojarzyło, że samo określenie „mag”, może nie być z naszego kręgu kulturowego. Coś mi się kojarzy bardziej z arabskimi personami, będącymi połączeniem umiejętności medycznych i sztuki tajemnej. Ale to tylko takie moje rozważania.
I możemy zarzucać się przykładami odejścia od prafantazmatów, bowiem jest ich mnóstwo, lecz podanie przykładowych odpowiedników współcześnie jest naprawdę trudne, bowiem ten metaforyczny zamek jest już tak powykrzywiany i przebudowany, że strach ruszyć tam cegłę. Na szczęście tacy jak my mają smykałkę do fantazmatycznego budownictwa
I tym pozytywnym akcentem, kłaniam się w pas, Azamer.
Doskonale rozumiem, że bariery czasowe często są nie do przeskoczenia, zresztą - na taką odpowiedź warto było nieco dłużej poczekać ;) Cieszę się, że nie potraktowałeś zagmatwanego komentarza dzieciaka, któremu nudzi się na wakacjach, po macoszemu, ale z całą powagą podszedłeś do tematu, ponownie pobudzając szare komórki do działania :D
OdpowiedzUsuńSpodobał mi się ten zamek, wiesz? Jak dla mnie bardzo jasno przedstawia, o co chodzi, przemawia do mojej wyobraźni i sposobu pojmowania rzeczywistości. Trzeba Ci przyznać, że umiesz trafić do odbiorcy :) I teraz już wszystko jest jasne, nie mam więcej uwag, dzięki jeszcze raz :D
Pozdrawiam ;)