piątek, 29 maja 2015

Matura, studia i pasja – filozoficzne rozważania marzyciela


Witam was wszystkich serdecznie, chyba nie muszę się przedstawiać, jeśli chodzi o bezsensowne pogaduchy, to tylko jeden element z naszej grupy ma skłonności gawędziarskie. Jeśli w głowie pojawił się wam mój pseudonim, to wygraliście, hm, ciastko upieczone przez kogoś z ciemnej strony mocy. Wszystkie osoby zapraszam też do czytania komentarzy pod postami, dyskusja jaka tam ma miejsce po prostu przeraża (w pozytywnym sensie) nawet mnie. I znacząco pogłębia poruszane przeze mnie tematy. Mam też nadzieję, że się na mnie nie obrazicie, że tak szybko wrzucam kolejny post. Może tym zadośćuczynię wam ten miesiąc milczenia.
Wstępne pitolenie za nami, więc czas przejść do rzeczy. Niedawno część z was pisała matury, część też zastanawia się, co dalej zrobić ze swoim życiem. Jestem osobą, która nie cierpi dawać innym rad, wolę przedstawiać im obraz sytuacji, opisywać plusy i minusy, decyzję zaś pozostawiać samemu zainteresowanemu. Nie chcę kierować życiem innych, wybierać za nich drogę, którą mają pójść. Jestem jedynie drogowskazem stojącym przed skrzyżowaniem. Decyzję każdy musi podjąć sam.
Sami widzicie, że moje posty, choć dotyczą pisania, to nie zawierają rad jak pisać, osiągnąć sukces itp. Te sprawy pozostawiam moim drogim koleżankom, które przedstawiają wam rady pisarzy oraz techniczne rzeczy związane z pisaniem. Parę postów z tej tematyki już się u nas pojawiło. Ja zaś jestem taką czarną owcą, która się po prostu na tym nie zna. A ja zazwyczaj nie tykam się spraw, o których nie mam pojęcia. I tak zostałem filozofem… – gadam o niczym zaś wy wyciągacie z tego jakieś wnioski. Jak dla mnie magiaJ
1. Pieniądze to nie wszystko, ale wszystko bez pieniędzy to ***. Cytat jednego z lepszych polskich filmów. Jestem z pokolenia, któremu jakiś pajac (rząd, rodzice, społeczeństwo, nie wiem, jakaś teoria spiskowa) wmówiło, że bez studiów nie znajdą pracy. Słyszałem wiele bzdur, ta jest jedną z większych. Nie będę mówił tu o rynku pracy, wybieraniu kierunków, które od razu zapewniają pracę (nie ma takich). Owszem są takie, na które się idzie, bo jest zapotrzebowanie na wykwalifikowanych ludzi i można dość łatwo dostać pracę. Ale… podkreślam, studia nie dają wam pracy. Chcecie pracować w zawodzie? Idźcie do zawodówki, serio, gdybym lubił kopać rowy (bez żadnego pejoratywnego spojrzenia i ośmieszania pracowników fizycznych, do których mam duży szacunek), miał obeznanie z maszynami to sam poszedłbym i teraz zarabiał pięć tysięcy na rękę. Ale wiem, że cholernie bym się przy tym męczył psychicznie, bowiem nie jest to praca, którą bym chciał wykonywać. Na moje słowa: pieniądze szczęścia nie dają, odpowiedzcie: ale lepiej płacze się w ferrari niż pod mostem. Wszystko zależy od ideałów, a ja jestem pechowcem idealistą. Mój ból.
2. Nie wiem co robić w życiu, więc pójdę na studia. I właśnie takich ludzi spotykam na filologii polskiej, socjologii, bibliotekoznawstwie i innych społecznie pogardzanych kierunkach (irytacja). Siedzą znudzeni, wgapieni w telefony komórkowe na wykładach. Przychodzę i po prostu mam ochotę podciąć sobie żyły, patrząc w ich twarze pozbawione wyrazu, zmęczone po pięciu latach teoretycznego pogłębiania wiedzy. Jasna cholera samo słowo studiować, znaczy pogłębiać zainteresowania, szukać, rozwijać się. Teraz poleci na mnie hejt za następne słowa: nie potrafię sobie wyobrazić, by w wieku pomaturalnym (te 18-19 lat) nie mieć pasji, nie wiedzieć w czym jest się dobrym. Właśnie do ludzi, którzy mają ten problem: co wyście robili przez te osiemnaście lat? Byliście w śpiączce? Nie powiem, sam wahałem się w liceum przy wyborze studiów (chciałem iść na studia, nikt mnie nie zmuszał) między filologią polską a dziennikarstwem. Sami widzicie, że dążyłem w jednym kierunku. Dlaczego chciałem iść na studia? By pisać, pisać i jeszcze raz pisać.
3. Oczekiwania a rzeczywistość. Na szczęście już uświadomiono sobie, że pójście na studia nie jest równoznaczne z dostaniem pracy (kryzysy na uczelniach, brak studentów). Studia przestały być czymś elitarnym, teraz można się na nie dostać bez problemu. Wiecie, pochodzę z dość ubogiej rodziny, utrzymuję się sam, więc pójście na studia było dla mnie wyzwaniem finansowym. Gdyby jeszcze były płatne, (jak w XIX wieku) to najpewniej poszedłbym od razu do pracy, lecz i tak bym dla was pisał, bo lubię to robić. A i jeszcze jedna kwestia: mam wyższe wykształcenie, więc to oczywiste, że nie pójdę do pracy za dwa tysiące złotych, to mi uwłacza. A weź się puknij w głowę jeden z drugim! Utrzymuję się za 600 zł miesięcznie. Tyle w tym temacie. Komentarz jest zbędny. A jeśli chodzi o doświadczenie, to prawda, że pracodawcy mają chore wymagania w tym zakresie, ale… Co robiliście przez pięć lat na studiach? Tylko się uczyliście i zdawaliście egzaminy? Gratulacje. Kiedy wy po zajęciach spieszyliście do domu ja zostawałem na kole edytorskim, współpracowałem z wykładowcami, pisałem artykuły. Nie chwalę się, pokazuję jedynie zależność, że studia to nie tylko okres dobrej zabawy, lub też tylko nauki. Trzeba te dwie kwestie pogodzić. I mieć co wpisać w rubryce: doświadczenie.
Kończyć będę, gdyż jest to dla mnie temat drażliwy, lecz pragnąłem się nim z wami podzielić. Wiem, jest to temat kontrowersyjny, (niektórych zdenerwuję, innych zaś zasmucę), ale chcę się z tym uporać. Wiem też, że żyjemy w takich, a nie innych czasach, ze specyficznym rządem i trudną przyszłością. Ale nigdy nie było lepiej, zawsze były trudności, które można przezwyciężyć wiarą i marzeniami. Naprawdę nie bądźcie tą sfrustrowaną panią po studiach z okienka na poczcie, która siedzi tam za karę. Wolę spotykać się z ludźmi, którzy lubią to co robią, nawet jeśli ledwo wiążą koniec z końcem, to są szczęśliwi. Jak to mówię – pieniądze rzecz nabyta, choć w dzisiejszym świecie niezbędna, to raz są a raz ich ni ma.
Jedyną radą jaką ode mnie uzyskacie będzie – pracujcie nad sobą, rozwijajcie swoje umiejętności i gońcie za marzeniami. Wiem, że łatwo mówić, uwierzcie, że przeszedłem przez sporej wielkości bagno, by znaleźć się tu, gdzie w tym momencie jestem. Ja nie zrezygnuję i się nie poddam. Życzę wam tego samego, byście podjęli właściwy wybór, pamiętali, że to wasze życie i nikt o nim nie decyduje poza wami samymi. Olejcie chore wymagania społeczne, wymagania rodziców i inne bzdury. Chcę spotykać się z ludźmi, którzy są na właściwych sobie miejscach. Piszę do was, inteligentnych, elity mającej styczność z literaturą (społeczność osiedlowa raczej nie przedrze się przez taką ilość tekstu) z jednym pytaniem: Jak nie my będziemy gonić za marzeniami, to kto?


Zmuszający do przemyśleń, głupi romantyczny idealista, kłaniający się w pas Azamer

4 komentarze:

  1. Halo, halo, z tej strony właśnie tegoroczna maturzystka i osoba z poczuciem przegrania na starcie. Tak milutko zacznę
    Masz plusa za wypunktowanie ludziom tego, że oni nie mają żadnych zainteresowań, ale pójdą na uczelnię, by babcia była dumna i w ogóle inaczej „siara”. Sama znam mnóstwo takich geniuszy… miałam w klasie. Stracić 3 lata to mi by było szkoda.
    Wszystkie te obśmiewane kierunki są naprawdę… ciekawe (kulturoznawstwo – kto nie lubi podróżować i poznawać coś nowego?; socjologia – zachowanie tłumu… przydałoby się przy rozpędzaniu „kiełbasy wyborczej” itd) tylko przez tych bananów bez zainteresowań jest jak jest, że to wstyd, by pójść.
    Ja wybieram się na studia „z rozsądku” na prawo, chociaż do liceum na humanie poszłam „z potrzeby serca”. Trzy lata bawiłam się świetnie, dokształciłam się z historii literatury, miałam czas na pisanie, miałam rozszerzenie z historii, którą uwielbiam od dziecka, byłam w gazetce szkolnej. Z chęcią poszłabym na coś co pokrywa się idealnie z moimi zainteresowaniami… no ale wiem, że to będzie sztuka dla sztuki. Tu przynajmniej mam jakieś możliwości… przynajmniej w teorii : ) Z kolei mam nadzieję, że uda mi się rozwijać swoje pasje poza szkołą, bo to wcale nie jest potrzebne, by usiąść nad jakaś książką czy pójść gdzieś do muzeum.
    Smuci mnie bardziej właśnie te podejście do papierka itd. Z mojej perspektywy szczególnie. Mam wiele różnych zainteresowań, na przykład grafika czy tam tłumaczenia… co do tłumaczeń to jestem jedną z niewielu osób, które potrafią przebrnąć przez a’la literacki styl Kerranga, z grafiką tez adze sobie nieźle… i co? I nic. Nie mam żadnego kierunku czy jakiegoś szkolenia co do grafiki… a z tłumaczeń to co? Mam im przynieść maturę? (w ogóle z tym tez nie wiem jaki będzie wynik, bo jeszcze nie pisałam rozprawki na 250 słów… tyle to w polskim zajmuje moje wprowadzenie z tezą, a po angielsku myślę identycznie).
    Matura, studia i poziom naszego społeczeństwa to akurat temat rzeka… Rzeka g…… niestety.
    Pozdrawiam, trzymaj tak dalej :D

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż, ja z kolei mam jeszcze wszystko przed sobą, matura w przyszłym roku. Ale wiem, co chcę robić, na jakie pójść studia, a pisać zamierzam dalej, choć jeden kierunek z drugim pasują jak pięść do oka - co z tego? Moim zdaniem jakiś cel w życiu trzeba mieć, ale jeśli nie rozwija to naszych zainteresowań, nie chcemy robić tego, co robimy, jaki w tym jest sens? Lepiej przejść przez życie w dziurawych butach a z uśmiechem, niż płakać w tym ferrari, bo co to komu da...
    A marzenia, nawet te najmniej realne, warte są tego, by dążyć do ich spełnienia.
    Azamerze, im więcej postów, tym lepiej. Nadrabiaj teraz, nadrabiaj, rzesza fanów chętnych do komentowania i dyskusji czeka ;) Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam!
    Zapraszam na mojego bloga w celu wyrażenia własnej opinii.
    Jestem "świeża" w temacie, właściwie raczkuje , chciałabym się dowiedzieć czy warto abym postawiła pierwsze kroki czy lepiej usiąść i się nie pokazywać:D
    http://abypokochac.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, tak, spam.
    Głupia rzecz, przepraszam z góry, jeśli nie będzie Ci się chciało czytać dalej przynajmniej wiesz, że zebrałam się chociaż na to, by przeprosić.
    Przechodząc dalej... Nie wiem, czy takie blogi już powstawały, czy istnieje jakieś kryterium, które może to objąć swoim zakresem. Mowa o moim nowym internetowym dziecku, które stworzyłam wiedziona impulsem kształtującym się we mnie od dłuższego czasu.

    http://imagine-oh.blogspot.com/

    Nie wiem, czy będziesz czymś takim zainteresowany/zainteresowana, ale zachęcam to szybkiego zaglądnięcia - a nuż zainteresuje Cię moja skromna, trudna do określenia działalność :)
    I jeszcze raz przeproszę za syfiasty komentarz, oh.

    Hannie

    PS Jeśli chodzi o tego bloga, drodzy Pisarze Amatorzy, to zaglądam tu co jakiś czas odkąd znalazłam Wasz fanpage na facebook'u, wasze wpisy/artykuły/notki mają w sobie specyficzny urok, ich tematyka mnie jak najbardziej interesuje, ogólnie wpadam, a śladów ode mnie w postaci komentarzy brak ze względu na chroniczny brak czasu, na który cierpiałam. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń