Witajcie, drodzy Pisarze.
Długo nie było jakiegokolwiek wpisu na tym blogu, dlatego postanowiłam rozpocząć mini serię wpisów na temat pisania. Brzmi to trochę paradoksalnie, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba ta seria. Wszystko zaczyna się od pierwszego słowa. Dlatego zapraszam Was na ten krótki wpis.
Może zacznę od problemu, który nęka każdego pisarza. A mianowicie, chodzi o początek. Jak zacząć historię, którą chcemy się podzielić z naszymi czytelnikami. Co można by napisać, by przykuć ich uwagę choć na moment?
Kontrowersja. Tak. To brzmi dobrze. Napiszę coś kontrowersyjnego to na pewno zdołam utrzymać zainteresowanie na tak długo, by dotarli choć do drugiego rozdziału.
Opis jakiegoś zdarzenia. Na pewno rozbudzę tym ciekawość moich potencjalnych czytelników. Będą chcieli poznać historię, która doprowadziła do tego konkretnego miejsca i jakie są konsekwencje tego, co się stało.
Poznanie bohaterów, tak. Przedstawienie postaci, w których czytelnicy zakochają się od samego początku. Niech śmieją się i płaczą wraz z nimi. Niech się boją, niech się złoszczą... Tak, to dobry pomysł by utrzymać ich uwagę...
A może tak opowiedzenie historii miejsca, w którym umiejscowiliśmy akcję? Zawsze znajdą się tacy, którzy będą chcieli dokładnie sprawdzić, dlatego bohaterowie wybierają akurat to miejsce a nie inne...
Decyzje, decyzje... Równie ciężkie do podjęcia w świecie literackim, jak i w realnym. Początek zawsze jest najtrudniejszy. Popełniamy wówczas wiele błędów i często zniechęcamy się po kilku zaledwie stronach, dochodząc do wniosku, że to nie ma żadnego sensu.
Zawsze można się pocieszyć tym, że nie jesteśmy z tym wszystkim sami. Bo wiele powieści powstało w ciężkich bólach, dlatego jeśli nasz pomysł jest według nas dobry, to musimy doprowadzić go do końca. Kto wie, może właśnie stworzyliśmy bestseller?
Tymczasem, mam do Was pytanie na koniec. Jak Wy zwykle zaczynacie swoje prace?
Czekam na Wasz odzew w komentarzach.
Pozdrawiam,
Meg.
U mnie przeważnie początek powstaje pod wpływem jakiegoś impulsu. I często jest tak, że to on jest najłatwiejszy, a dopiero potem zaczynają się schody, bo nie wiadomo, co dalej albo jak się za to zabrać...
OdpowiedzUsuńPrzyjemny wpis, choć troszkę krótki :) Pozdrawiam :)